WEEKEND ZE SCANDINAVIAN AIRSHOW (Szwecja, ESOW)



CÓŻ ŻE ZE SZWECJI

Mamma mia, here I go again… nie sposób było sie nie uśmiechnąć, gdy w głośnikach LOTowskiego Embraera zabrzmiał dobrze znany nam głos wokalistki zespołu Abba… tak się bowiem złożyło, że dokładnie rok temu w tym samym składzie wzięliśmy udział w pokazach lotniczych RollOut & Flygshow Hässlö, które odbyły się na lotnisku przy muzeum lotnictwa w szwedzkim Västerås. Jednak to nie te pokazy lotnicze były magnesem, który przyciągnął nas w to ciekawe miejsce. Zostaliśmy tam zaproszeni przez Jacoba Holländera – charyzmatycznego lidera zespołu Scandinavian Airshow, by wziąć udział w pracach związanych z tworzeniem ich nowego, wyjątkowego pokazu!
Minął rok i w dniu 30 maja bieżącego roku ponownie pojawiliśmy się Västerås – tym razem nie przy okazji pokazów, ale z okazji zlotu czy też bardziej dni treningowych zorganizowanych przez lidera dla całego zespołu… celem zarówno dopracowania kolejnych elementów tworzonego przez grupę pokazu jak i zrobienia przy tej okazji kilku ciekawych zdjęć.
Ale zanim do tego przejdziemy, wróćmy do podstaw… Scandinavian Airshow, jakby ktoś nie wiedział, to formacja pokazowa klanu Holländerów, która już od 37 lat zadziwia i zachwyca widzów z Europy i świata. Dwupłatowy Viking o olbrzymiej mocy 430 koni mechanicznych – unikalna i bardzo lekka konstrukcja z 9-cylindrowym, turbodoładowanym silnikiem gwiazdowym, dysponująca większą mocą niż sama waży. Dwie kobiety w kocich strojach, które uprawiają ekwilibrystyczną sztukę poruszania się po skrzydłach lecącego samolotu oraz znany i lubiany Pitts S2B. Ale to nie wszystko… jeśli komuś byłoby mało… najnowszym pomysłem grupy jest L.L.P. Night Show, czyli tłumacząc po polsku nocny pokaz z użyciem zainstalowanych na samolocie laserów, diod LED oraz efektownej pirotechniki, jedyny taki pokaz w Europie o ile nie na świecie.
Nad tymi wszystkimi elementami zespół zamierzał popracować w ten weekend tak aby jeszcze efektowniej i dynamiczniej prezentować się widzom na pokazach lotniczych nie tylko w Europie ale i na świecie.
Dzień zaczął się leniwie, gdy pojawiliśmy się jako pierwsi w hangarze na tradycyjnym polskim śniadaniu ;) czekając na pozostałą część ekipy, która tuz po przybyciu zabrała się ostro do pracy. Tylko podczas dni, takich jak ten, docenić można “szare korzenie bujnych kwiatów” czyli ogrom pracy, którą trzeba włożyć na ziemi, aby tam w powietrzu podczas pokazów móc obejrzeć czasem klikuminutowe, zapierające dech w piersiach, widowisko.
Choć aura tego dnia nie sprzyjała, to mimo padającego rzęsistego deszczu, zaczynają się treningi. Pod hangarem stoi gotowy do lotu Viking z Jacobem Holländerem za sterami. Postanawiamy przebiec jakieś 100 metrów drogi kołowania, która wiedzie od hangaru na lotnisko w Västerås by zrobić zdjęcia od przodu jadącego po niej samolotu. Zaczyna się kołowanie. Wybiegamy na środek drogi. Nagle zauważamy, że samolot przemieszcza się w naszą stronę z większą niż zwykle prędkością. Robimy dosłownie kilka zdjęć i uciekamy! W tej chwili widać, niestety już nie w wizjerze aparatu, dobrze znaną sylwetkę Vikinga strzelającego pionowo w górę niczym rakieta! Czyli to był…. Start?!! Tuż spod hangaru?! Z rozbiegiem nie większym niż 20 metrów??!! Masakra jakaś! Jak u Hitchkockca… film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć ;)
I rosło… gdy nocą niebo nad Vasteras przecinały promienie laserów i wybuchy fajerwerków podczas L.L.P. Night Show. Rosło, gdy stojąc na dachu hangaru w wizjerach widzieliśmy zbliżającą się pod nami i lecącą na nas sylwetkę Vikinga czy Waspa. Rosło jeszcze bardziej, gdy przed nami pojawił się wielki lecących dostojnie płatowiec ciągnąc za sobą smugi “tęczowego dymu” z machającymi w naszym kierunków dziewczynami na skrzydłach, czy też podczas wieczornego hangar party w magicznym muzeum, wśród Tunnana, Drakena czy Viggena.
To były magiczne dwa dni, mamy nadzieje, że choć część tej magii udało się pokazać na zdjęciach.

Krzysztof „kichu” Baranowski