THE ROYAL INTERNATIONAL AIR TATTOO (Wielka Brytania, EGVA)



There are many airshows but there is only one Air Tattoo! – jest wiele pokazów lotniczych, ale Air Tattoo jest tylko jeden. Taki napis widniał na koszulce, którą kupiłem na moim pierwszym RIATcie w 2006. Trochę czasu od tego momentu już minęło, ale hasło cały czas jest aktualne. Od blisko 44 lat co roku (z jednym wyjątkiem ;)) w połowie lipca w bazie RAF Fairford odbywają się Royal International Air Tattoo największe/najważniejsze pokazy lotnicze w Europie. Można się oczywiście spierać co do tego, czy cały czas są to największe pokazy itd., ale nikt chyba nie ma wątpliwości, że jest to najważniejsza impreza lotnicza na naszym kontynencie. Pięć dni bliskiego kontaktu z lotnictwem, setki samolotów, ciekawy program pokazów i świetna organizacja to wizytówka tej imprezy. Oczywiście RIAT zmienił się (czytaj zmniejszył się) od mojej pierwszej wizyty. Czasy, kiedy z tym co stało na płaszczyźnie postojowej w Fairford, można było prowadzić małą wojnę powietrzną, już minęły, ale trzeba pamiętać, że zmieniły się również realia, w jakich żyjemy. Siły powietrzne większości państw zmniejszają swoje stany sprzętowe, wycofywane są kolejne typy samolotów, wprowadzane są coraz to nowe oszczędności w budżetach obronnych wielu krajów. Biorąc to wszystko pod uwagę, należy podziwiać organizatorów, że wciąż są w stanie zorganizować imprezę o takim rozmachu. Pomimo tych wszystkich ograniczeń co roku na RIATcie jest co oglądać! I tak też było w tym roku…
Motywem przewodnim tegorocznej edycji imprezy była obrona powietrzna kraju – w przeszłości, dziś i w przyszłości. Temat ten został wybrany nieprzypadkowo. Z jednej strony obchodzimy w tym roku 75. rocznicę Bitwy o Anglię, a z drugiej sprawa bezpieczeństwa własnej przestrzeni powietrznej staje się na Wyspach znowu bardzo aktualna. Wraz z coraz częstszymi „wizytami u bram Albionu” rosyjskich bombowców strategicznych, Królewskie Siły Powietrzne mają coraz więcej pracy na tym obszarze działań. Trzeba przyznać organizatorom, że prezentacje motywu przewodniego zrealizowali z iście angielską elegancją. Jego element historyczny przedstawiono w formie wielkiej powietrznej defilady oraz kilku pokazów solowych maszyn historycznych. Prawdziwym majstersztykiem był jednak wspólny pokaz Typhoona i Spitfire’a, a więc przeszłości i przyszłości brytyjskiego lotnictwa. Przeloty w ciasnej formacji, mijanki i na zakończenie popisy solowe pokazały zarówno wysoki kunszt pilotów, jak i możliwości maszyn – szczególnie supernowoczesnego Typhoona. Dodatkowo maszyna ta otrzymała na ten sezon specjalne malowanie okolicznościowe nawiązujące do wojennego kamuflażu dywizjonów myśliwskich RAF z tego okresu.
Podobnie jak w zeszłym roku również tegoroczna edycja została przygotowana jako impreza trzydniowa (piątek, sobota, niedziela). W pierwszy dzień, formalnie będący dniem obchodów 75. rocznicy Bitwy o Anglię, pokazy rozpoczynały się po południu i były poprzedzone serią treningów kwalifikacyjnych. Na niebie zaprezentował się m.in. francuski duet RAMEX Delta oraz nasz MiG-29 z 23BLT, za którego sterami siedział kpt. Adrian Rojek. Widowiskowy start i agresywny pokaz naszego „smokera” po prostu oszołomił zebraną publiczność… a przynajmniej zebranych wokół nas lotniczych świrów z całej Europy (i nie tylko). Możliwość oglądania ich reakcji… była bezcenna ;). Świetny pokaz uatrakcyjniła jeszcze sama natura. Wysoka wilgotność powietrza spowodowała, że na powierzchniach maszyny rozgrywał się prawdziwy festiwal oderwań, chmurek i wszelkich innych efektów…
Po zakończeniu sesji treningowej rozpoczęły się regularne pokazy. Tego dnia oprócz wspomnianej wcześniej parady powietrznej, występów Blenheima, Typhoona i Spitfire’a czekały na nas jeszcze inne atrakcje. Niesamowity pokaz umiejętności pilotażu oraz możliwości maszyny dała załoga Airbus Military, prezentująca transportowego A400M. Wyglądało to trochę jakby latający nim piloci zapomnieli, że jest to wielki transportowiec, a nie zwinny myśliwiec. Było na co popatrzeć. Swoją reprezentację miały tego dnia również śmigłowce. W powietrzu zobaczyliśmy czeskiego Mi-35, holenderskiego Apache oraz amerykańskiego CV-22B Osprey. Niestety pozbawiony flar pokaz AH-64 (na RIATcie od 2007 roku nie wolno rzucać flar) wypadł trochę słabo. Wreszcie przyszedł czas na palniki! Tego dnia nad głową huczał nam polski MiG-29 (powtórnie), belgijski F-16, Typhoon gospodarzy (tym razem solo) i „Zeus”, czyli demo F-16 helleńskich sił powietrznych. O ile pierwsi trzej soliści „dali prawdziwego ognia”, o tyle pokaz znanego z fajnych do tej pory występów Greka był po prostu nudny. Przeloty po prostej z lewa na prawą na dużej prędkości to trochę mało jak na imprezę tej rangi. Oprócz solistów zaprezentowały się także zespoły akrobacyjne. Ciekawy pokaz (po raz pierwszy na RIAT) dała para Hawk’ów T2 z IV dywizjou RAF. Zaprezentowali oni tzw. Role Demo, czyli prezentację zastosowania bojowego. Dynamiczny, bogaty w pirotechnikę pokaz był naprawdę atrakcyjny. Oprócz nich zaprezentowała się w powietrzu formacja trzech uderzeniowych Tornado. Były to maszyny z Tri-National Tornado Training Establishment z ośrodka szkolącego pilotów z Wielkiej Brytanii Niemiec i Włoch. Ta potencjalnie bardzo ciekawa prezentacja… zakończyła się trzema przelotami po prostej. Wielka szkoda! :( Wreszcie w powietrzu zaprezentowały się zespoły akrobacyjne, i to nie byle kto, lecz sam TOP, czyli Patruille de France oraz Red Arrows. Piloci obu zespołów nie zawiedli i dali, jak zwykle, fenomenalne przedstawienie. Pierwszy dzień pokazów kończył się, a my już nie mogliśmy doczekać się dni następnych tym bardziej, że miały obfitować w dodatkowe atrakcje.
Drugi dzień pokazów przywitał nas znacznie lepszą pogodą. Nie zapowiadano już deszczu, a jedynie częściowe zachmurzenie co w realiach RIAT dawało nadzieję na piękne widoki. Ten dzień część naszej ekipy postanowiła spędzić „pod płotem” poza terenem lotniska. Według programu oprócz „zestawu” z piątku czekały na nas dodatkowe atrakcje. Pokazy otworzył Patrulla Aguilla – zespół reprezentacyjny hiszpańskich sił powietrznych. Choć nie jestem wielkim fanem tej formacji, muszę jednak przyznać , że połączenie porannego słońca z ich gęstymi dymami oraz miejscówką po drugiej stronie pasa dało bardzo smakowite efekty ;). Dalej pokazy zaczynały nabierać większego tempa. W kolejności wystąpił belgijski F-16, Typroon RAF oraz „szalony” A400M. Następnie zaprezentowała się pierwsza nowość tego dnia Army Air Corps Role Demo, czyli pokaz zastosowania bojowego w wykonaniu pary WAH-64D Apache. Była to prawdziwa fotolotnicza uczta. Bardzo dynamiczny pokaz z dużą ilością pozoracji pirotechnicznych był naprawdę świetny. Nie opadł jeszcze dym po kończącej pokaz Apaczy ściganie ognia, kiedy nad lotniskiem pojawiły się trzy Tornada. Niestety, podobnie jak w piątek zobaczyliśmy jedynie „spacerek” wzdłuż pasa… ale i tak było ładnie. Dla mnie, te maszyny zawsze prezentują się pięknie. ;). Chwilę później „przenieśliśmy się w czasie”. Nad lotniskiem rozpoczął się pojedynek Spitfire’a z Bf-109. Następnie w powietrze wzniosły się dwa Mirage 2000, co oznaczało, że zaraz zrobi się bardzo głośno. Pokaz francuskiego duetu RAMEX Delta był jak zwykle bardzo widowiskowy :), szczególnie kiedy oglądało się go z takiego bliska. Precyzja i synchronizacja tej pary jest niesamowita i ten dźwięk! Po pokazie Francuzów przyszła chwila oddechu. Niebo przejęły maszyny śmigłowe, najpierw Osprey, później śmigłowce: niemiecki Bo-105 i szwajcarska Super Puma. Ta ostatnia rozpoczęła swój pokaz widowiskowym przelotem w towarzystwie 9 maszyn PC-7 ze szwajcarskich sił powietrznych, które później również zaprezentowały się w powietrznym pokazie. Impreza rozkręcała się. Charakterystyczny klekot łopat dwóch wirników zasygnalizował nam, że rozpoczynał się występ Chinook’a HC4 RAF. Widziałem go już wiele razy, ale za każdym razem jestem pod ogromnym wrażeniem możliwości tej maszyny i umiejętności jej pilotów. W ich rękach ten wielki, dwuwirnikowy śmigłowiec tańczy po niebie, jak lekka maszyna. Po Chinooku przyszła kolej na następnego debiutanta na RIAT’15: morski samolot patrolowy P-1 lotnictwa Japońskich Morskich Sił Samoobrony(!). Możliwość oglądania tego samolotu w Europie to było coś wyjątkowego. Wreszcie zbliżała się godz. 14:00 i na pas zaczęły wykołowywać maszyny historyczne: Blenheim, pięć Hurricane’ów, dwa (udające Bf-109) Buchony oraz dziesięć (!) Spitfire’ów. Był to znak, że rozpoczyna się jeden z głównych elementów tegorocznego RIATu: przelot upamiętniający 75. rocznicę Bitwy o Anglię. Po starcie samoloty sformowały się w klucze i cała formacja kilkukrotnie przedefilowała przed zgromadzona publicznością. Po defiladzie solowo zaprezentował się Bristol Blenheim. Ten świeżo odrestaurowany lekki bombowiec z okresu II wojny również debiutował na tych pokazach. Generalnie był to pierwszy sezon pokazowy tej maszyny po zakończonej sukcesem wieloletniej odbudowie. Po bloku maszyn historycznych przyszedł czas na popisy gospodarzy… niebo nad Fairford przez kilkanaście minut należało do Red Arrows. „Czerwoni” latali jak zwykle… czyli fenomenalnie. :) Po swoim programie maszyny nie wylądowały jednak na lotnisku, tylko oddaliły się do strefy oczekiwania. Nadszedł moment, na który czekała większość widzów zgromadzonych na terenie i wokół lotniska. Do swojego pokazu przygotowywał się Vulcan XH558. Dla nas również był to najważniejszy punkt tych pokazów. Kiedy na początku roku ogłoszono, że rok 2015 będzie ostatnim sezonem, w którym będziemy mogli podziwiać w locie tę piękną maszynę, klamka zapadła. Jeżeli zobaczyć Vulcana po raz ostatni, to tylko na RIATcie. Czym jest ta maszyna i cały związany z nią projekt „Vulcan to the Sky”, pisać nie trzeba. Nigdy nie zapomnę tej elektryzującej atmosfery i burzy oklasków, jaką było słychać, kiedy na RIAT 2009 przywrócony niedawno do lotów Vulcan startował do swojego pierwszego na tej imprezie pokazu. Wróćmy jednak do 2015 roku :). Po dynamicznym, wręcz „myśliwskim” starcie, pilot poprowadził maszynę do pięknego pożegnalnego pokazu. Wielkim finałem był oczywiście wspólny przelot w formacji z zespołem RED ARROWS. Być może trudno w to uwierzyć, ale wielu ludzi wokół miało łzy w oczach. Kiedy podczas ostatniego przelotu usłyszeliśmy słynny „Vulcan howl” – do nas też „dotarło”, że widzimy te maszynę w locie najprawdopodobniej po raz ostatni. Ech…
Pokazy trwały dalej. Niebo nad nami przejęły palniki. Najpierw „Zeus”, a później kpt. Adrian Rojek na swoim MiG-u. Pierwszy pokaz niestety ponownie nie wzbudził większych emocji, drugi natomiast „zwalił z nóg”. Najpierw „kosiak” po starcie, a później prawie pionowe wznoszenie… tak się robi powietrzne show! Dalej było już „jak zwykle”, czyli dynamicznie i agresywnie :). Jakaż szkoda, że na RIATcie nie można rzucać flar, to byłby dopiero pokaz! Na takie specjały trzeba będzie poczekać do Radomia :). Po naszym MiG-u ponownie zaprezentowali się gospodarze. Najpierw zobaczyliśmy rewelacyjny wspólny pokaz Typhoona i Spitfire’a, a późnie bogate w pirotechniczne fajerwerki Role Demo na Hawkach T2. Było co oglądać. Pokazy powoli się kończyły. Na deser zostały nam jeszcze dwa fotolotnicze specjały. Najpierw F-18 z Finlandii oraz Patrouille de France. Fiński pilot jak zwykle zaserwował nam piękną akrobację na dużych kontach natarcia z prawie non stop włączonymi dopalaczami. Według mnie jest to najlepsze demo „Horneta” „dostępne na rynku” ;).
Pokazy zamknęli, jak zwykle rewelacyjni, Patrouille de France. Zdecydowanie razem z „Czerwonymi” stanowią absolutny Top Class w swojej kategorii. Tak zakończył się drugi pełen emocji dzień na RIAT’15.
Niedziela przywitała nas jeszcze bardziej słoneczną pogodą. Program ten sam, co w sobotę, przebiegał w równie emocjonującej atmosferze. Chyba jedyną różnica był występ RAMEX Delta… w pojedynkę. Po tym jak zaraz po starcie jeden z Mirage’ów „złapał” ptaka i musiał lądować awaryjnie, druga załoga dokończyła pokaz solowo.
RIAT to, oprócz oczywiście okazji do powiększenia swojego fotolotniczego portfolio, miejsce, gdzie można spotkać lotniczych fotografów praktycznie z całego świata. Dla nas była to także okazja na kolejne spotkanie ekipy spod znaku SPFL, a jak to mówią: tam, gdzie jest już trzech ludzi spod znaku niebieskiej mocy, tam jest zabawa :) … a było nas znacznie więcej…
Podsumowując, Royal International Air Tatto to z pewnością jedna z najciekawszych imprez lotniczych na naszym kontynencie. Jest to wydarzenie wyjątkowe. Można tu zobaczyć najciekawsze maszyny i zespoły demonstracyjne. Często tylko na RIATcie możemy swobodnie podziwiać samoloty, do których dotarcie (szczególnie mieszkając w Polsce) byłoby utrudnione lub wręcz niemożliwe. Jest to miejsce o szczególnej atmosferze. Możesz poznać fotografów lotniczych z całego świata, ludzi, których zdjęcia podziwiasz na profesjonalnych stronach lub w czasopismach. Co jednak jest najważniejsze: RIAT to wielkie święto lotnictwa wojskowego. Tutaj zawsze jest co oglądać. Tak więc… Do zobaczenia za rok!

Przemek „Youzi” Szynkora