SHOW NAD JEZIORAKIEM (Polska, Iława)



Smoke on the Water, czyli Lotnicza Majówka w Iławie

Iława (niem. Deutsch Eylau, prus. Īlawa) – miasto w województwie warmińsko-mazurskim, siedziba powiatu iławskiego. Powierzchnia 21,88 km2, 33 tysiące (z hakiem) mieszkańców. Znany ośrodek sportów wodnych (Jeziorak – najdłuższe jezioro w Polsce). Najważniejsze zabytki stałe: Kościół Przemienienia Pańskiego (1 poł. XIV w.), pozostałości murów miejskich (1 poł. XV w.), ratusz (koniec XIX w.). Najważniejsze zabytki przelotne: Supermarine Spitfire, North American Harvard, De Havilland Canada DHC-1 Chipmunk, De Havilland Tiger Moth, Taylorcraft Auster (1 poł. XX w.). Istotne wydarzenia cykliczne: Lotnicza Majówka (pocz. maja każdego roku).

Tegoroczna edycja Majówki była dopiero drugą – tym większy szacunek dla organizatorów za zgromadzenie pod iławskim niebem zestawu samolotów, godnego imprezy znacznie większej i mocniej zakorzenionej w kalendarzu pokazów lotniczych.

Cechą, wyróżniającą mazurską imprezę, jest to, że widownią jest brzeg jeziora, a przeloty odbywają się nad wodą. Z braku lotniska na miejscu maszyny startują albo z lądowiska w Starym Kamieniu w Prabutach, albo – w przypadku samolotów wojskowych – z 22 BLT w Malborku. Podczas tegorocznej Lotniczej Majówki oba lotniska ewidentnie miały pracowity dzień.

Zaczęło się od znanego bywalcom rodzimych pokazów Nieuporta 11 z 1916 roku. Ten piękny dwupłatowiec, pomalowany w niebiesko-biało-czerwone barwy osobistego samolotu, należącego do francuskiego asa I wojny światowej Armanda de Turenne, pilotowany był przez Krzysztofa Cwynara, który przed kilku laty zbudował tę replikę.

Pokazy trwały – z ok. półgodzinną przerwą – do późnego popołudnia i do samego końca praktycznie nie było chwili, kiedy widzowie mogli przestać zadzierać głowy. Nad Jeziorakiem pojawiła się prawdziwa mieszanka maszyn współczesnych i zabytkowych, solo i w zespołach. Wśród tych współzesnych wyróżniał się Hatz Classic – dwumiejscowy dwupłatowiec z gwiazdowym silnikiem i otwartymi kabinami, który swoim wyglądem przywodził na myśl samoloty sprzed kilkudziesięciu lat. Niejako na drugim biegunie nowoczesną sylwetką zwracał na siebie uwagę czeski ultralight Aveko VL-3. Gatunek maszyn, pozbawionych skrzydeł, reprezentowany był przez zespół 57-my Team, czyli dwa polskie wiatrakowce Tercel.

Zespół Cellfast Flying Team, latający na Morane Rallye dał piękny pokaz latania zespołowego – perfekcyjna synchronizacja w locie budzi tym większy podziw, że każdy z trzech samolotów reprezentuje inną wersję Morane’a, z różnymi silnikami o różnej mocy.

Miłośnicy prawdziwych latających zabytków mieli co oglądać w Iławie – w znacznej mierze za sprawą „stajni” Jacka Mainki, z której pochodziły cztery historyczne maszyny, prezentujące się widzom Majówki: De Havilland Canada DHC-1 Chipmunk, De Havilland Tiger Moth, Taylorcraft Auster IV i T-6 Harvard 4M (trzy ostatnie spośród wymienionych w barwach Polskich Sił Powietrznych). Harvard Jacka Mainki nie był zresztą osamotniony – drugim samolotem tego typu przyleciał inny nasz kolekcjoner warbirdów, Marcin Kubrak. Obie maszyny wykonały szereg przelotów w formacji (może nieco zbyt luźnej, jak na potrzeby fotografów, ale trzeba mieć na względzie, że to jednak nie jest zespół, który lata ze sobą na co dzień).

Mówiąc o historycznych samolotach, nie sposób nie wspomnieć o dwóch Piperach – wojskowy L-4H Grashopper (w barwach lotnictwa Izraela) i jego „brat w cywilu” J3C Cub pokazały to, co zawsze potrafiły najlepiej: zwrotność i loty z prędkościami, które większość innych samolotów doprowadziłyby do przeciągnięcia.

Nota bene zaraz po Piperach wystąpił ich „duchowy potomek” – Aviat Husky, jeden z ulubionych samolotów „bush pilots”, z wielkimi balonowymi oponami, dostosowanymi do operowania z terenów, w niczym nie przypominających lotniska.

Mocne wejście zademonstrował widzom Jak-3U (właściwie Jak-11, jeszcze właściwiej Let C-11) – z głębokim dźwiękiem 1450-konnego silnika (w końcu ten samolot ma za sobą karierę wyścigową), dużą ilością dymu… i w towarzystwie Artura Kielaka.

„Wisienką na torcie”, jeśli chodzi o historyczne maszyny, był podczas tegorocznej Majówki dobrze nam znany Spitfire LF Mk XVIE, pilotowany przez Steve’a Steada. Cztery lata temu ten właśnie Spitfire przyleciał do Polski w barwach 308 Dywizjonu. Teraz prezentował się w oznakowaniu samolotu Sqn Ldr Otto Smika, (czecho)słowackiego dowódcy 127 Dywizjonu RAF. W tym roku Spitfire Steve’a Steda wygląda bardziej „LF”, niż uprzednio – a to dzięki skróconym końcówkom skrzydeł. Osobiście wolę „klasycznie” eliptyczne skrzydła Spita, ale coś za coś – jest to jakieś urozmaicenie. A de gustibus

Niewątpliwie do mocnych punktów iławskiej imprezy należą pokazy akrobacji. W tym roku mieliśmy sposobność patrzeć, jak kłam podstawowym prawom fizyki zadaje Marek Choim i Wojciech Krupa na Extrach 300 (w różnych wersjach tej maszyny) oraz Artur Kielak na swoim XA-41. Zwłaszcza ten ostatni, dostawszy od ULC szerszy margines swobody (zwłaszcza jeśli chodzi o minimalny pułap), skutecznie przekonał widzów, że grawitacja to zabobon. Zaś Wojciecha Krupę mogliśmy podziwiać nie tylko w wersji solo, ale także jako leadera Grupy Akrobacyjnej Żelazny, prezentującej się w trzyosobowym składzie.

Dwa „gwoździe programu” organizatorzy zachowali na deser. Pierwszym z nich był MiG-29  Fulcrum Drivers Demo Team z 22 BLT w Malborku, pilotowany przez por. pil. Rafała Pinkowskiego. Było głośno, było dynamicznie i z flarami. Drugim – kończącym Lotniczą Majówkę 2018 – występ Biało-Czerwonych Iskier. Piękna, bezchmurna pogoda (w sumie to nawet nieco zbyt bezchmurna z fotograficznego punktu widzenia) umożliwiła pilotom zarówno MiG-a, jak i Iskier zaprezentowanie pełnego, „wysokiego” programu.

Lotnicza Majówka jest imprezą, która rozgrywa się w szczególnie pięknych „okolicznościach przyrody” (kto zna Iławę, ten wie). Do tego bogaty program i bardzo dobra organizacja – wszystko to sprawia, że w moim osobistym kalendarzu będzie miała swoje stałe miejsce. Można mieć tylko nadzieję, że w najbliższej przyszłości przekształci się w imprezę dwudniową. Czego sobie i innym jej widzom życzę.

Marcin „Spad” Parzyński