OREBRO FLYGDAG I NYKOPINGS FLYG & MOTORDAG (Szwecja, ESOE ESKN)


W obfitujący w lotnicze wydarzenia weekend 2-3 września br. udało się obsłużyć dwie szwedzkie imprezy w dwóch miastach, które ze względu na niewielką odległość od siebie można było wygodnie ogarnąć dzień po dniu. Pierwsza ulokowana w rozsądnej odległości od, a druga wprost na lotnisku Skavsta, co ewidentnie ułatwiło podróż z kraju i całą logistykę na miejscu. W sobotę 2 września jako pierwszy wystartował Örebro flygdag, a w niedzielę można było się przenieść do Nyköping, gdzie na lotnisku Skavsta muzeum lotnicze F11 zorganizowało Nyköpings Flyg & Motordag. Całość wyszła dosyć atrakcyjnie ze względu podobny, ciekawy zestaw maszyn w locie, które można było fotografować pierwszego dnia na tle rozbudowujących się chmur, a drugiego w pełnym deszczu.
Sobota, 2 września to Örebro Flygdag, na którym Swedish Air Force Historic Flight prezentował wszystkich pięciu odrzutowych weteranów szwedzkiej produkcji. Pogoda była piękna tego dnia, ostre światło, ale zza chmur, krystaliczne powietrze, rześko, bo po deszczu, generalnie warunki nordyckie sprzyjające fotografii. Cała piątka weteranów (Tunnan, Lansen, Draken, Viggen i Saab 105) pokazywana była w locie, przy czym Saab 105 w końcu odmówił posłuszeństwa i został przepchnięty na stojankę. Taka niespodziewana zmiana programu to oczywiście dodatkowa możliwość złapania ciekawych ujęć co w tym konkretnym przypadku sprawdziło się znakomicie. Umiarkowane tłumy, skandynawska powściągliwość i zrozumienie dla napalonych fotografów pozwoliły na komfortowe fotografowanie zmagań pilotów i obsługi z awarią. Najpierw odbyła się burza mózgów, potem kilka prób uruchomienia staruszka, w końcu wspólne, ręczne przepchanie Saaba w bezpieczne miejsce – wszystko na żywo i z doskonałą widocznością. Oprócz odrzutowców pokazano muzealne, ale latające śmigłowce HKP5 (Hughes 269C) i HKP6 (Bell 206), Spitfire’a Mk.XVI, pojedynek pomiędzy Fokkerem DR1, a szwedzkim dwupłatem Tummelisa (Calineczka) oraz SK 50 (Saab Safir) i akrobacyjny Extra 300.
W niedzielę, po przenosinach z Örebro do Nyköping czyli na Skavstę, sytuacja diametralnie się zmieniła. Zaczęło lać, ale tak po szwedzku, na bogato, co nie miało absolutnie żadnego wpływu na loty weteranów. Sobotnie maszyny uzupełniono o Vampire’a, Mustanga i DC3. Tego dnia również nie obyło się bez nieprzewidzianych wydarzeń. Za to wszelkie przeciwności losu – tym razem nagle otwarty przy starcie na dopalaczu luk Lansena i awaryjne hamowanie – przyjmowano ze stoickim spokojem i po szybkiej naprawie kontynuowano starty. Intensywny deszcz nie był nikomu straszny do końca dnia. Fotografujący też nie odpuszczali. Nie zauważyłem żadnego, który by opuścił dwie wygodne, spotterskie górki umiejscowione od strony muzeum F11 i bardzo dogodnie w stosunku do pasa Skavsty. Końcowy akcent to start wszystkich weteranów. Na płycie naprawdę się zaroiło, a kolejka do startu pozwoliła na uchwycenie ciekawych konfiguracji maszyn i tła bo powietrze dosłownie się gotowało – od deszczu i od spalin. Za to proza życia dopadła wszystkich na parkingu, czyli okolicznym polu. Zalany sprzęt, a w szczególności błotnisty parking dla wielu okazały się pułapką nie do pokonania.
Sylwester „eSKa” Kalisz