MIŃSKI REPLAY (Polska, EPMM)



Popołudniowa wizyta w 23. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim była moją pierwszą w gronie SPFL. Po otrzymanej informacji o przyjęciu mnie do Stowarzyszenia, nie zawahałem się ani chwili, aby dołączyć do sześcioosobowej grupy, w większości już zaprawionej w wypadach do baz, na pokazy i imprezy lotnicze.
Po powitaniu i wymianie kilku zdań ruszyliśmy do bazy. Na miejscu małe rozpoznanie, godzina startu pierwszych maszyny, liczba planowanych lotów, krótka rozmowa z pilotami, przygotowanie i zabranie niezbędnego sprzętu. Ruszamy na wyznaczone miejsce, pogoda dopisuje i nic nie wskazuje na to, by trzy z zaplanowanych startów miały się nie odbyć. Już po chwili za naszymi plecami kołują pierwsze MiG-i gotowe do startu, chmura czarnego dymu na końcu pasa i z hukiem przelatuje koło nas pierwsza para. W chwilę później w powietrze wzbijają się kolejne maszyny. W czasie między startami i lądowaniami rozmawiamy, opowiadamy i śmiejemy się – zupełnie nie czuję, że jest pierwszy raz, że jestem nowy, że czuje się nieswojo i niepewnie. Atmosfera i towarzystwo przednie.
W momencie, gdy słońce zachodzi za lasem i jest to doskonały moment na uchwycenie samolotów na tle czerwonego nieba, na co wszyscy czekaliśmy, start zostaje odwołany. Dłuższą chwilę oczekiwania rekompensuje nam startująca para na dopalaczach, „marchewy” ciągną się po niebie za samolotami, a ja nie ściągam palca ze spustu migawki – niesamowity widok, takich momentów chce się więcej i więcej. Po zachodzie lądują ostanie maszyny, a nasze aparaty pracują na naprawdę wysokich czułościach i rejestrują ostatnie zdjęcia. W właściwie prawie ostatnie, bo w drodze powrotnej pierwszy „zaczepia” nas Sokół, przelatując kilka razy nad nami, a po nim swój spektakl zaczyna Mi-2. Kilkukrotne przeloty bardzo nisko nad pasem dostarczają nam kolejnych kadrów, a przelot nad nami w prawie kompletnych ciemnościach był niespodzianką. Naprawdę było miło popatrzeć na to, co robi pilot z tym już leciwym śmigłowcem – miłe zakończenie tego ekscytującego wyjazdu, czasu spędzonego w doborowym towarzystwie i możliwości obcowania z tymi maszynami.

Łukasz „Słowik” Słowiński