MEETING AERIEN LA FERTE ALAIS (Francja, LFFQ)



Nadszedł wreszcie maj, a z nim początek sezonu pokazowego. Na jedną z pierwszych dużych imprez w tym roku wyruszyliśmy do Francji, na lądowisko Cerny – La Ferte Alais. W tej niewielkiej podparyskiej miejscowości od czterdziestu czterech lat organizowane są pokazy lotnicze Meeting de Aerien La Ferte Alais. Impreza ta formą i klimatem przypomina naszą niezapomnianą Góraszkę połączoną z pokazami w Duxford. Co roku można podziwiać tam ponad setkę samolotów. W większości są to maszyny historyczne, choć i dla miłośników „odkurzaczy” też zawsze się coś znajdzie. Tegoroczna edycja była już naszą drugą wizytą w tym miejscu (relację z zeszłorocznej imprezy znajdziesz tu: http://www.spfl.pl/gdzie-i-kiedy-bylismy?yno=2015 ). W tym roku przyjechaliśmy z większą wiedzą, „co, jak i kiedy” oraz, co tu kryć, z większymi oczekiwaniami. Impreza co roku ma podobną organizację. Pokazy w locie rozpoczynają się około południa. Do tego czasu można zwiedzać bogatą wystawę statyczną, porozmawiać z pilotami zgromadzonych tam samolotów, czy też spotkać się z najlepszymi rysownikami komiksów o tematyce historyczno-lotniczej. Na dysponujących zbędną gotówką zawsze czeka również bogata oferta lotów widokowych na pokładzie samolotów T-6 Texan, Boeing Sterman, An-2, kilku typów śmigłowców lub… Ju-52 (!). W tym roku pokazy w locie rozpoczęły się od przelotu upamiętniającego założyciela lądowiska w Cerny i pomysłodawcę pokazów – Jean’a Baptist-Salis’a oraz odegraniu hymnu państwowego. Przy ostatnich taktach „Marsylianki” rozpoczął się pokaz dumy francuskiego lotnictwa – Rafale Solo Demo. To, co pokazuje w powietrzu Rafale opisywać zapewne już chyba nikomu nie trzeba, dość powiedzieć, że tym razem też było jak zwykle… czyli mega adrenalina i dopalacze „na maxa”. Nie przebrzmiał jeszcze huk silników Rafale, a już pole startowe zaczęło zapełniać się od samolotów przygotowujących się do następnych powietrznych prezentacji. Jak co roku pokazy w locie zostały podzielone na bloki tematyczne. Mogliśmy więc podziwiać m.in. samoloty pionierów lotnictwa, zmagania powietrzne z pierwszej i drugiej wojny światowej, „złote lata” awiacji z okresu międzywojennego, wojnę w Wietnamie, czy też prezentacje lotnictwa pożarniczego z La Securite Civil i lotnictwa morskiego.
Tegoroczny zestaw maszyn biorących udział w pokazach w powietrzu był jednak skromniejszy od tego, co mogliśmy oglądać poprzednim razem. Dodatkowo nie pojawiło się również kilka samolotów zapowiadanych na ten rok, jak np. Bf-109G czy TBD Avanger. Bogatsza i ciekawsza za to okazała się prezentacja francuskiego lotnictwa morskiego. W tym roku mogliśmy podziwiać w powietrzu aż cztery wielozadaniowe Rafale N, patrolowego Atlantic II oraz historyczne: Alize, Zephir i Paris. Na początku wszystkie maszyny zobaczyliśmy w efektownym przelocie całą formacją, a później w osobnych prezentacjach. Była to wyjątkowa okazja, ponieważ bardzo rzadko można zobaczyć te samoloty na pokazach lotniczych. Morskie Rafale N zaprezentowały bardzo dynamiczne demo taktyczne, podobne do tego, co prezentuje Ramex Delta czy nasz Su-22 Demo Team. Bardzo efektowny pokaz na niskim pułapie dała też załoga patrolowego Atlantic-a. Świetnie zaprezentowały się również maszyny z okresu II wojny światowej – Mustang, Spitfire, Curtis Hawk 75 oraz Jak-3. Dynamiczne pokazy, obfitujące w efektowne figury i zejścia w kierunku publiczności dały wiele dogodnych okazji do złapania ciekawych kadrów. Nie zawiódł blok pod nazwą „TORA, TORA, TORA”, czyli inscenizacja japońskiego ataku na Pearl Harbor. Dziesięć samolotów w powietrzu, bogata pozoracja pirotechniczna i wreszcie finałowa walka powietrzna pomiędzy „Zero” (przebudowanym T-6), a P-40 złożyły się na bardzo efektowny pokaz. Dodatkowo w ramach bloku o wojnie na Pacyfiku zaprezentowała się jeszcze PBY Catalina. Nie można również nie wspomnieć o występach dwóch „ciotek Ju”, czyli jednych z niewielu jeszcze latających egzemplarzach Junkersa Ju-52. Oglądanie tych maszyn latających w formacji to prawdziwy rarytas. Ciekawy, choć już nie tak efektowny, jak w zeszłym roku był pokaz nawiązujący do walk w Wietnamie. Tym razem zabrakło naszych ulubionych Skyriderów (dwie sztuki można było podziwiać jedynie na wystawie statycznej). W powietrzu zaprezentował się natomiast duet OV-10 Bronco i T-28 Fenec. Jak zwykle efektowny pokaz dali powietrzni strażacy z La Securite Civil. Akcja ratowników operujących z pokładu EC-145 plus niskie przeloty i widowiskowe zrzuty wody w wykonaniu Tracker-a i Canadair-a CL-415 „zrobiły robotę”. :) Barwy Francuskich Sił Powietrznych oprócz Rafale reprezentowała również załoga transportowego C-160 Transal, która uraczyła nas pokazem taktycznego pilotażu na małej wysokości. Warto jeszcze wspomnieć o niecodziennym pokazie linii lotniczej Corsair. Ich maszyna wykonała kilka niskich przelotów nad lądowiskiem, w różnych konfiguracjach prędkości i podwozia. I może nie było by w tym nic niecodziennego, gdyby maszyną tą nie był ogromny Boeing 747! Widok Jumbo w konfiguracji do lądowania nad małym trawiastym lądowiskiem to coś,czego nie ogląda się codziennie. Swoje umiejętności prezentowały również grupy akrobacyjne. Bardzo efektowny pokaz dała trójka pilotów z Voltige Reva. Ich futurystyczne (dwa) Vari Eze i (jeden) Long Ez momentami przypominały myśliwce z filmów „Gwiezdne Wojeny”. Na zakończenie sobotnich pokazów swój kunszt pilotażu zaprezentowali piloci z Patrouille de France. Podobnie jak Rafale Solo Demo, ich też przedstawiać już chyba nikomu nie trzeba. „Niebiescy” latali jak zwykle, czyli wyśmienicie. Atrakcją dla „pokazowych weteranów” były na pewno nowe elementy pokazu. W niedzielę na zakończenie imprezy zaprezentował się nieznany mi do tej pory zespół Patrouille Tranchant. Czwórka pilotów latających na szkolnych Fouga Magister dała atrakcyjny pokaz, ale do mistrzów spod znaku PdF jeszcze im daleko.
Podsumowując, naszą drugą już wizytę w La Frete Alais uważamy za bardzo udaną. Chociaż w tym roku było mniej samolotów i pokazy w powietrzu były trochę skromniejsze nie miało to wpływu na jakość całej imprezy i na klimat, który jest naprawdę wyjątkowy. Z Francji wyjechaliśmy zadowoleni i z „bateryjkami” naładowanymi do pełna, a to jest przecież najważniejsze.

Przemek „Youzi” Szynkora