MARINEDAGEN – DNI FLOTY HOLENDERSKIEJ (Holandia, Den Helder)



Marinedagen, czyli dni holenderskiej floty, które odbyły się w dniach 4-5 lipca br., to dla fotografów lotniczych pokazy nieco egzotyczne. Zwyczajowo pojawiamy się na dniach lotnictwa – Luchtmachtdagen, a naszej uwadze uchodzą dwie inne imprezy organizowane regularnie w Holandii czyli dni floty, znane przed rokiem 2008 pod nazwą Vlootdagen, a dziś przemianowane na Marinedagen oraz Landmachtdagen – dni wojsk lądowych. Tymczasem pokazy poszczególnych rodzajów wojsk zawsze obsługuje ciekawy komponent lotniczy i jeżeli dodamy do niego niestandardowe tło, na przykład port wojenny w Den Helder , to okazuje się, że warto bliżej zaznajomić się z ofertą wodniaków.
Po wycofaniu z eksploatacji nieodżałowanych Lynksów, Holendrzy zaprezentowali w powietrzu śmigłowiec NH90, Cougara czyli krewniaka dobrze nam znanego Caracala oraz AH-64. Jak widać nie było tych statków powietrznych zbyt wiele za to latały całkiem blisko publiki w dwóch slotach czasowych, które pozwalały zawczasu odpowiednio się przygotować. Zaprezentowano indywidualny pokaz demo team Apache i demonstrację odbijania statku opanowanego przez terrorystów ze wsparciem Cougara MK II a także podejmowanie rozbitków na pokład NH90. Cechą szczególną wodniackich pokazów w Den Helder jest doskonała miejscówka do fotografowania. Pokazy odbywają się na stosunkowo małej przestrzeni basenu portowego przy czym po obu jego stronach stoją okręty, które można zwiedzać. I to one właśnie stanowią doskonałą platformę foto. Wystarczy zainstalować się na pokładzie jednego z nich i z wysokości 5 piętra fotografować zarówno akcję w basenie portowym jak i nadlatujące śmigłowce. Łatwiej jest też uchwycić nadlatujące nisko przy powierzchni wody maszyny od góry. Na okręty nie wniesiemy plecaków ani innego zaawansowanego sprzętu typu drabinka, lodówka turystyczna czy krzesełko , mamy więc wszyscy równe fotograficzne szanse bez dodatkowych wspomagaczy. Dodatkowo publika jest nastawiona na patrzenie na wodę, a nie w górę, rotacja widzów jest szybka, bo jak to na wybrzeżu, po prostu mocno wieje, a to przekłada się na komfort fotografowania, który należy uznać za wysoki . Nie ma tłoku, przy odrobinie samozaparcia znajdzie się własną miejscówkę, nie ma też zbędnych przepychanek przy relingu.
W drugim dniu pokazów, w niedzielę, kiedy to zjechaliśmy do Den Helder warunki pogodowe były mocno zmienne. Akurat podczas części pokazu spadł deszcz, który wyczyścił powietrze i nadał scenie dramatyzmu. Kto poświęcił siebie i sprzęt i pozostał na pokładzie okrętu, z którego publiczność oglądała pokazy, ten zyskał. Maszyny w powietrzu efektownie ociekały wodą i okres deszczu przeplatany słońcem nadawał scenerii niezwykłej plastyki. Zanim rozpętała się prawdziwa ulewa z mocnym wiatrem, która definitywnie zakończyła pokazy, na niebie pojawiła się jeszcze majestatyczna Catalina. Jak na imprezę wodniaków – było co oglądać.
Sylwester „eSKa” Kalisz