INTERNATIONAL SANICOLE AIRSHOW – AIR TO AIR (Belgia, EBLE)


Uwielbiam takie chwile, jest wrześniowy poranek, piękne Słońce na niebie, przede mną pas startowy. Otoczony przez przyjaciół zmierzam w kierunku otwartej rampy Skyvan’a. Ale najpierw standardowa procedura, sprawdzamy szelki bezpieczeństwa, mocowanie aparatów, ostatnie sprawdzenie ustawień i wchodzimy na rampę, chwila zamieszania, sadowimy się na swoich miejscach, zapinamy uprzęże do mocowań w podłodze, krótkie pozdrowienie i w górę
I oto kolejna misja a2a staje się faktem, tym razem gościmy w Belgii z wizytą u kolegów z Aviation PhotoCrew. Choć kilka dni wcześniej nic na to nie wskazywało, bo opady deszczu ogarnęły chyba całą środkową Europę, to dzisiaj pogoda jak marzenie, jest ciepło, pojawiają się pierwsze chmury, przez które co rusz widać w dole belgijską ziemię. Latamy dziś w trakcie odbywającej się w Sanicole 40 edycji AirShow, program bardzo bogaty to i nasze apetyty bardzo duże. Startujemy z lokalnego lotniska aeroklubowego położonego kilkanaście kilometrów od Sanicole. Start, w dole widać oddalający się pas startowy i już po chwili wzbijamy się w górę, w dole znikają zarysy domów, dróg i zieleni zastąpione mleczną poświatą chmur. I jak zawsze w takim momencie emocje narastają w oczekiwaniu na pierwszego „aktora”, jeszcze jedno spojrzenie na ustawienia aparatu i nagle znad chmur wyłania się szary punkt zmierzający w naszym kierunku, odbija w lewo znikając na chwilę w chmurach by znów pojawić się już bliżej Skayvana. Jeszcze ostry skręt w prawo i podejście do naszej rampy od dołu i już widzimy wyraźnie zarys fińskiego „Szerszenia”. Promienie Słońca odbijają się od owiewki kabiny pilota, już widać wyraźny ślad spalin podgrzewających powietrze, aparaty wędrują do naszych oczu i rozpoczyna się harmonijny „klekot” migawek naszych aparatów.
I tak wygląda cały nasz dzień spędzony na belgijskim niebie, pojawiają się kolejne samoloty, „Szerszenie”, „Jastrzębie” a na koniec wisienka na torcie, czyli nasz Fulcrum Drivers Demo Team z Rafałem Pinkowski za sterami. I tak po kilku godzinach spędzonych w powietrzu wracamy na lotnisko, wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni. Ostatnie podziękowania, uściski, pożegnania i tak oto kolejna przygoda z a2a dobiegła końca.
Ktoś kilka dni temu zadał mi dość proste pytanie „jak zrobiłeś to zdjęcie?”. Choć odpowiedź wydaje się banalna, to po dłuższej chwili zastanowienia wcale nie jest proste odpowiedzieć. To konkretne zdjęcie gdzieś na belgijskim niebie robiłem przez blisko 12 lat, to było 12 lat nauki, tysiące przejechanych kilometrów, setki przeczytanych stron o fotografii, tysiące obejrzanych zdjęć i przede wszystkim morze poznanych ludzi, jednych przelotnie widzianych tylko przez chwilę, innych poznanych na zawsze. Ludzi, którzy stali się moją „fotograficzną rodziną”, którzy w deszczu i upale stoją ramię w ramię przy pasie startowym albo na „buraczanym polu”. Bez tych 12 lat to zdjęcie by nie powstało.

Maciej “szamal” Szamałek