HAPPY BIRTHDAY RIAT (Wielka Brytania, EGVA)



W dniach 16-18 lipca 2011 roku odbyły się jedne z największych i najbardziej znanych pokazów lotniczych w Europie – Royal International Air Tattoo – znane powszechnie jako RIAT. Pokazy tym szczególne, że jubileuszowe i to nie byle jakie, a okrągłe 40-ste. Jak co roku na RIAT zjechały dziesiątki tysięcy świrów lotniczych z niemal każdego zakątka Europy i spoza niej, a typowa angielska pogoda dyktowała swoje własne warunki, zmuszając raz po raz organizatorów do zmian w planie lotów. Niemniej jednak mimo tych meteorologicznych trudności RIAT po raz kolejny udowodnił swój wysoki poziom.

Czterdzieści lat minęło… pierwsza edycja pokazów pod szyldem Air Tattoo odbyła się okrągłe czterdzieści lat temu, w North Weald, w hrabstwie Essex. Pięć lat później  Air Tattoo uzyskał oficjalnie status i przydomek „International”, natomiast miano „Royal” otrzymał od królowej Elżbiety II w 1996 roku. Od 1973 do 1983 roku RIAT odbywał się w Greenham Common, by od 1985 roku na dobre usadowić się w Fairford.

Pod kapryśnym niebem zaprezentowały się znane wszystkim fanom lotnictwa zespoły akrobacyjne, nie mogło oczywiście zabraknąć ulubieńców brytyjskiej publiczności czyli grupy Red Arrows, a także fantastycznych “makaroniarzy” z Frecce Tricolori. Do Fairford zawitały także teamy spod egidy Breitlinga, czyli Breitling Jet Team oraz Breitling Wingwalkers (dawniej znany jako Team Guinot).

Perełki tegorocznych pokazów? Na pewno “latający skansen” Avro Vulcan, wskrzeszony i utrzymywany przy życiu szczodrymi datkami jego fanów (utrzymanie  tego bombowca kosztuje 2 miliony funtów rocznie). Będąc na RIAT wręcz wstyd nie wysłać charytatywnego SMS-a, tak aby na konto tej piękności trafił symboliczny jeden funt. Ponadto A-10 Thunderbolt, który na pokazach w Europie nie gości zbyt często. Gratką dla fanów lotnictwa na pewno był “Rafałek” z Francji z wizerunkiem Małego Księcia na ogonie. Znany nam dobrze „Jurek Fajter” zaprezentowany został tym razem nie przez RAF czy też inne użytkujące go operacyjnie siły powietrzne, ale przez firmę BAE Systems i to w wersji z pełnym ekwipunkiem pod skrzydłami. Na tym właśnie samolocie Mark Bowman (pilot doświadczalny firmy) udowadniał niedowiarkom, ze to “nie mające prawa latać” cudo techniki wciąż potrafi manewrować z lekkością, nawet w opcji z pełnym obciążeniem :)

Jako, że jedno zdjęcie jest więcej warte, niż tysiąc słów – zapraszam do oglądania…

Angelika „Tarantella” Cieśniarska