DEBIUTY NA MACH LOOP (Wielka Brytania, LFA7)



Tuż przed dużymi pokazami RIAT w Fairford postanowiliśmy wybrać się na Mach Loop w Walii. Część z nas była już kiedyś w Axalp i pałała tęsknotą za zdjęciami statków powietrznych z górami w tle, całe więc szczęście, że na miejscu w Anglii mamy naszych SPFLowych waryjotów, którzy tę walijską mekkę fotografów lotniczych znają jak własną kieszeń. W tym miejscu ogromny ukłon w stronę Piotrka, który był na miejscu naszym przewodnikiem, kierowcą, żywicielem, a co najważniejsze świetnym kompanem. Dawno się tak nie śmialiśmy jak podczas tej wyprawy i na pewno jej nie zapomnimy.

Wyruszyliśmy z Londynu przed drugą w nocy i po około 4 godzinach dotarliśmy na miejsce ciesząc się, że jeszcze załapaliśmy się na miejsce parkingowe tuż pod The Bwlch. Dzięki temu mogliśmy na spokojnie uciąć sobie małą drzemkę w aucie i odespać trasę. Miejsca parkingowe w całej okolicy znikały jak ciepłe bułeczki i jeśli ktoś przyjechał później niż o 8:30 to musiał długo krążyć wokół loopa i niestety finalnie zmieniać oryginalne plany, co do miejsca, z którego planował robić zdjęcia. Zaczęliśmy się zastanawiać cóż to będzie latało, że aż tylu pasjonatów lotnictwa postanowiło niemal oblepić wszystkie możliwe punkty spotterskie na Mach Loop, gdyż zazwyczaj nie ma tam zbyt wielu ludzi.  Dość szybko, po rozmowach z innymi fotografami dowiedzieliśmy się, że atrakcją dnia będzie kanadyjski hornet.

No miód na nasze uszy. Czekaliśmy jak na szpilkach, aż się zjawi, ale zanim się doczekaliśmy zapełnialiśmy karty kadrami z F-15 stacjonującymi w Lakenheath. Nie pamiętam już ile tych przelotów było, ale na tyle dużo, by rozgrzać się choć fotograficznie, ponieważ od rana temperatura i wiatr nie rozpieszczały. W ciągu dnia pogoda zmieniała się kilkukrotnie, więc na przemian zdejmowaliśmy warstwy odzieży i je zakładaliśmy z powrotem. Pewnie nie o pogodzie chcecie tu czytać, ale to z nią wiązała się nieustanna zmiana warunków świetlnych.

Wróćmy więc do tego co tygryski lubią najbardziej – w oczekiwaniu na F-18 z Kanady gościliśmy herkulesa, również kanadyjskiego oraz atlasa z RAF, ale największą niespodzianką dnia był czeski gripen. Być może ktoś gdzieś wiedział, że się zjawi, ale wszyscy wokół nas byli równie zszokowani co my. Reakcje byłyby podobne gdyby zawitało UFO.

W popołudniowym przelocie kanadyjczycy wysłali dla odmiany horneta w nowym pięknym malowaniu, które przepięknie odcinało się na tle zboczy gór pomimo gorszych warunków pogodowych. Radość wszystkich była nie do opisania, a okrzyki było słychać ze wszystkich zakamarków The Bwlch. Na koniec jeszcze kilka przelotów F-15 i czas był już schodzić na dół. Do hotelu dotarliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi.

Środa była zdecydowanie słabsza pod względem ilości przelotów, latały praktycznie tylko F-15 i pomimo, że często było je słychać gdzieś w pobliżu, to Mach Loop omijały bardzo szerokim łukiem. W długich przerwach między lotami z nudów panoramowaliśmy nawet samochody poruszające się po drodze w dolinie lub fotografowaliśmy owce pasące się tuż obok nas. Na sam koniec dnia zaskoczył nas przelotem osprey. W tym przypadku od lokalnych fotografów mieliśmy cynk na około 10 minut przed czasem.

W ciągu tych dwóch dni brakowało nam przede wszystkim hawków, liczyliśmy też na nieco więcej statków lotniczych zjawiających się w Anglii w związku z RIAT. W końcu to jedna z niewielu okazji dla zagranicznych pilotów by przelecieć na niskim pułapie w Narodowym Parku Snowdonii. Domyślamy się, że RAF we wtorek skupił swoją uwagę na Fly Past, czyli paradzie lotniczej w związku ze stuleciem lotnictwa w Anglii, ale liczyliśmy, że w środę pojawią się w Walii. Tak czy inaczej bardzo jesteśmy zadowoleni z tego co udało nam się na Mach Loopie ustrzelić. Efekty naszych łowów można  podziwiać w załączonej galerii. Jeśli będziecie planować wyprawę w to fantastyczne miejsce poczytajcie w necie, które miejsca dają jakie możliwości, czy jakie zasady obowiązują w odniesieniu do parkowania oraz jak by nie patrzeć, przebywania na prywatnych terenach, na których pasą się owce.

Ta wyprawa to taki potrójny debiut. Po pierwsze, dla nas to był debiut na Mach Loop, po drugie to pierwszy raz kiedy zjawiły się tam i kanadyjski hornet i czeski gripen, a po trzecie, podobno jeszcze się nie zdarzyło żeby w ciągu dnia gdy odbywają się loty nad Mach Loop nie pojawił się Hawk.

Marta “holka” Holka