AIR SHOW RADOM (Polska, EPRA)



Radomski Air Show to punkt obowiązkowy w lotniczym kalendarzu każdego fana lotnictwa. Tradycją lat poprzednich w Radomiu pojawiła się potężna grupa spod błękitnego znaku, by kolejny raz wziąć udział w tym wielkim lotniczym święcie.
Jak to bywa przed dużymi imprezami lotniczymi dni poprzedzające ich oficjalne rozpoczęcie stanowią czas treningu dla solistów i grup akrobacyjnych. Dzięki temu można powiedzieć, że w „bonusie” otrzymujemy dodatkowe pokazy. Jak to czasem na treningach bywa, niektórym zdarza się zapomnieć o limitach wysokości – i tak piątkowym „zwycięzcą” został włoski Eurofighter, który bardzo niskim przelotem lekko przycisnął nas do ziemi.
Uwerturą sobotnich pokazów był tzw. blok aeroklubowy, złożony w większości ze stałych uczestników polskich pikników lotniczych – czyli grupa Żelazny, Firebirds, RWD-5 i Maciek Pospieszyński.
Zasadniczą część radomskiej imprezy rozpoczął przelot praktycznie wszystkich typów maszyn latających Polskich Sił Powietrznych w formacji „grot”. Zaraz później rozpoczęło się to co tygryski lubią najbardziej czyli, huk, dym i flary! Rozpoczął nasz MiG ze słynnym ostatnimi czasy kpt. Adrianem Rojkiem i jego nie mniej a może nawet bardziej słynnym pionowym startem. Kolejne punkty programu to Zeus na swoim F-16 i nieczęsto spotykany zespół akrobacyjny latający na… śmigłowcach Eurocopter Colibri czyli hiszpańska Patrulla ASPA. Skoro zaś jesteśmy już przy zespołach, to oczywiście nie mogło zabraknąć jednego z najlepszych zespołów akrobacyjnych – Frecce Tricolori ze swoim niezwykle ekspresyjnym komentatorem oraz drugiej hiszpańskiej grupy – Patrulla Aguilla. Nowością w Radomiu z pewnością był duński zespół Baby Blue latający na samolotach Saab T17 Supporter, choć ich pokaz akurat nie należał do szczególnie widowiskowych, w przeciwieństwie do dobrze wszystkim znanych Patrouille Suisse latających w nowej wersji pokazu z większą ilością flar.
W składzie zagranicznych zespołów akrobacyjnych znaleźli się jeszcze Royal Jordanian Falcons oraz Baltic Bees, których pokaz odbył się w pięknym wieczornym świetle. W Radomiu nie mogło zabraknąć reprezentantów Polski czyli znanych i lubianych Biało-Czerwonych Iskier i oczywiście Orlików.
Pokazy solistów poza wspomnianym MiGiem i greckim F-16 wzbogacili Włosi ze swoich Eurofighterem, niestety nie wiedzieć czemu w wersji bezdymej… Na całe szczęście już z dymem szalał francuski Dassault Rafale, którego lądowanie z pętli zrobiło spore wrażenie! Standardowo na najwyższym poziome zaprezentował się belgijski F-16. Nie gorzej a może nawet lepiej pokazał się słowacki MiG-29, który miał po swojej stronie sprzymierzeńca w postaci pogody. Na chwilę przed jego pokazem przeszła krótka ulewa, która wyczyściła lekką mgiełkę i dała piękne zdjęciowe tło w postaci rozbudowanych chmur. Lepiej być nie mogło!
Pewnym przeniesieniem w czasie był niewątpliwie występ rumuńskiego „ołówka” czyli MiGa-21 w bardzo dynamicznym, choć niestety mało fotogenicznym pokazie.
Jedną z najbardziej wybuchowych (dosłownie!) atrakcji była symulacja CAS (z ang. Close Air Support – bliskie wsparcie powietrzne) w wykonaniu pary polskich Su-22 oraz F-16.
Niedzielne pokazy odbyły się w tym samym składzie, co poprzedniego dnia, choć w zmienionej kolejności. Dzięki temu występ naszego MiG-a odbył się w promieniach zachodzącego słońca, podobnie zresztą jak Iskier, które przy pięknym światełku zakończyły tegoroczną edycję radomskiego Air Show. Kolejne już za 2… a może za 3 lata, w połączeniu ze 100-leciem Polskich Sił Powietrznych?
Piotr „Rzepka” Kostur