Mińsk Mazowiecki EPMM



Lotnisko w Mińsku Mazowieckim, jako położone najbliżej Warszawy traktujemy jak, ot, nasze – domowe. Tak właśnie się tam czujemy – jak w domu. Co więcej – tak jak w domu jesteśmy traktowani. Wszystko za sprawą kapitalnej atmosfery panującej w 23. Bazie Lotnictwa Taktycznego, którą budują zarówno dowódcy Bazy, jak i wszyscy piloci eskadry. Na lotnisku stacjonują samoloty MiG-29 Fulcrum – maszyny uznane na całym świecie, jako jedne z najbardziej rasowych i najpiękniejszych myśliwców. Atmosfera i bardzo dobra współpraca przekłada się na możliwość częstego fotografowania w bazie, dzięki czemu możemy pochwalić się dużą liczbą zdjęć, a przede wszystkim ich różnorodnością. Nie sposób jest wymienić wszystkie osoby, które dokładają starań byśmy mogli realizować wszystkie nasze nawet najbardziej zwariowane pomysły. Wszystkim razem i każdemu z osobna bardzo dziękujemy!

Air Show Radom

Kraj: Polska
Miejscowość: Radom (EPRA)

Air Show w Radomiu to największe polskie pokazy lotnicze. Odbywają się co dwa lata i przyciągają rzesze sympatyków lotnictwa, nie tylko z Polski. Ambicją radomskiej imprezy jest zapraszanie jak najciekawszych maszyn oraz najlepszych zespołów akrobacyjnych. Niestety, imprezy w latach 2007 oraz 2009 zostały przerwane w wyniku katastrof lotniczych, ale już kolejne edycje były bardzo udane i śmiało można powiedzieć, że Air Show Radom to jedna z ciekawszych pozycji na liście imprez lotniczych w Europie!

Łask Buczek EPLK

Lotnisko Łask – Buczek dla fotografów z Air-Action otworzyło swoje bramy latem 2009 roku. Najpierw przyszło nam poznać Dowódcę Bazy – pułkownika Leśnikowskiego, z którym od pierwszych minut połączyła nas wspólna lotnicza pasja. Prawdziwe fotografowanie rozpoczęło się jednak od kontaktów z przyjaciółmi ze Stowarzyszenia Miłośników Lotnictwa Ziemi Łaskiej, na czele z Prezesem – Adrianem Winkowskim. To dzięki nim poznaliśmy wyjątkowych pilotów stacjonujących właśnie w Łasku – 32 Bazie Lotniczej. Podejście pilotów oraz dowódców bazy do fotografii lotniczej jest wręcz idealne! Doskonale zdają oni sobie sprawę z potrzeby promocji Polskich Sił Powietrznych oraz samolotu F-16. Przestrzeganiem wszelkich zasad związanych z poruszaniem się po lotnisku oraz poziomem wykonywanej fotografii udało nam się zyskać zaufanie, dzięki któremu wraz z przyjaciółmi z SMLZŁ obsługujemy Bazę fotograficznie. Robienie zdjęć tym fantastycznym maszynom to niesamowita radość!

Międzynarodowy Piknik Lotniczy Góraszka

Kraj: Polska
Miejscowość: Góraszka (EPGO)

Ten podwarszawski piknik lotniczy z roku na rok stawał się potężną imprezą z masą atrakcji – charakterystycznych dla dużych pokazów lotniczych. Wszystko to za sprawą niesamowitych osób z Fundacji Polskie Orły :) Góraszka była wręcz oblegana przez ludzi spragnionych lotniczych i piknikowych doznań. Dla fotografów lotniczych była niejako otwarciem sezonu.
Piknik zakończył swój żywot wraz z zamknięciem lotniska.

Mirosławiec EPMI

Na lotnisku w Mirosławcu w latach 2000-2010 znajdowała się 12 Baza Lotnicza oraz stacjonująca tam 8 Eskadra Lotnictwa Taktycznego (8 ELT), która przejęła tradycje 8 PLMB. Baza korzystała z samolotów Su-22 “Fitter”.
W 2010 roku baza została rozformowana a stacjonujące tu Su-22 przebazowane do Świdwina EPSN.

Axalp

Kraj: Szwajcaria
Miejscowość: Axalp/Meiringen (LSMM)

Pokazy lotnicze w Alpach, w pobliżu miejscowości Axalp w Szwajcarii, to zapewne najbardziej wyjątkowe wydarzenie w europejskim kalendarzu imprez lotniczych. Aby wziąć w nich udział, trzeba się wspiąć na wysokość ok. 2400 metrów i być tam już o godzinie 8.00 rano z racji niebezpieczeństwa, jakim dla wspinających się osób byłyby latające od godz. 9.00 myśliwce strzelające z ostrej amunicji do tarcz, rozmieszczonych tuż obok turystycznych szlaków. Wspinaczka od godz. 4.00 daje niesamowitą możliwość oglądania wschodu słońca w jakże pięknej scenerii szwajcarskich Alp. Podczas treningów strzeleckich i samych pokazów wyjątkowość Axalp przybiera na sile! Wszystko dzieje się jakby w przyspieszonym i totalnie zwariowanym tempie! Jakby w zupełnie innym świecie! Mieszanka odgłosu strzelających tuż nad głowami działek! Huku dopalaczy maszyn, które po oddanej serii wspinają się tuż ponad ostrymi jak brzytwa zboczami gór! Niesamowite wręcz oderwania strug na płatowcach w tych karkołomnych manewrach! Efektowne akrobacje okraszone odpalaniem dziesiątek flar! Wszystko to sprawia, że rokrocznie Axalp przyciąga na zbocza swych cudownych gór setki fanatyków lotnictwa z całego świata. Byliśmy tam już wielokrotnie. Nie wyobrażamy sobie nie spędzić w Axalp tych październikowych dni i w latach kolejnych :)

Świdwin EPSN

Na lotnisku w Świdwinie znajduje się 21 Baza Lotnicza wyposażona w samoloty Su-22 “Fitter”. Bardzo przyjazne nastawienie personelu bazy oraz duża swoboda poruszania się powoduje, że to jest to jedno z najbardziej lubianych przez nas miejsc. Niestety dość odległa lokalizacja dla większości członków SPFL jest dużym ograniczeniem.

RIAT Royal International Air Tattoo

Kraj: Wielka Brytania
Miejscowość: Fairford (EGVA)

Royal International AIR TATTOO to podobno największe pokazy lotnicze w Europie, a są tacy, którzy twierdzą, że i na świecie. RIAT ma już swoją renomę. Zawsze w Fairford latają maszyny wyjątkowe, które przyciągają fanatyków lotnictwa z całego świata. Tyle lat tradycji zaowocowało genialną wręcz organizacją pokazów. Pokazy odbywają się w sobotę i niedzielę, ale już od środy można rozkoszować się masą przylotów i treningów. Nie zapominajmy o poniedziałku i odlotach, które mają charakter wręcz taśmowy. Niestety biorąc pod uwagę cenę biletów, koszty dojazdu i zakwaterowania, są to jedne z najdroższych pokazów w sezonie.

“BORSUKI” W KRZESINACH (Polska, EPKS)

Lubię takie krótkie, aczkolwiek intensywne wizyty w bazie. Ciepły, słoneczny wrześniowy dzień zapowiadał dobre warunki do sfotografowania… no właśnie, Borsuków w akcji? Tak, tym razem w 31-szej Bazie Lotnictwa Taktycznego stacjonowało kilka F-16C Block 30 ze 176-tej Eskadry Myśliwskiej “Badger” należącej do 115-ego Skrzydła Myśliwskiego Lotniczej Gwardii Narodowej stanu Wisconsin. To właśnie “Borsuki” operowały z naszymi “Jastrzębiami” w powietrzu w ramach ćwiczeń. Miałem okazję sfotografować przygotowania i jeden start naszych i amerykańskich maszyn.

Łukasz “Słowik” Słowiński

DUXFORD BATTLE OF BRITAIN AIR SHOW 2018 (Wielka Brytania, EGSU)

Miało padać. Prognozy pogody na weekend 22 i 23 września 2018 roku przewidywały w okolicach Duxford głównie deszcz, a w niedzielę opad ciągły. Rozsądek nakazywał pozostanie w domu, szczególnie że nasz powrót mógł być problematyczny. W nocy z niedzieli na poniedziałek w południowej Polsce zapowiadano porywisty wiatr, który mógł uniemożliwić lądowanie w Katowicach. Aha, bo nie napisałem, że to miał być taki dwudniowy wypad na pokazy do Anglii.

Jak przystało jednak na prawdziwych lotniczych świrów, w sobotę wsiadamy w Katowicach do samolotu. Po ponad dwóch godzinach jesteśmy w Luton a stamtąd samochodem mamy już tylko 50 minut do Duxford. Tak w każdym razie pokazuje nawigacja. Wszystko idzie prawie zgodnie z planem aż do momentu, gdy do Imperial War Museum mamy jakieś 6 mil. Zaczyna się korek. Jeszcze przez chwilę łudzimy się, że to może jakiś traktor wyjechał na drogę, ale szybko okazuje się, że to jednak korek do Duxford. Czyli jednak to, że na miesiąc przed imprezą wszystkie bilety były już wykupione, to nie był przypadek. A poza tym to od kiedy na pokazy jedzie się na godzinę 10!

No nic, na pokazach jesteśmy około 11. Jakieś pół godziny wcześniej zaczęło padać. Odpuszczamy wejście na Flightline Walk (spacer wśród samolotów biorących udział w pokazach). Po pierwsze czasu do rozpoczęcia lotów nie zostało za dużo (początek planowano na 12:45), a po drugie większość samolotów ma złożone pokrowce na kabinach i silnikach i to trochę psuje efekt. Tradycyjnie odwiedzamy American Air Museum żeby przywitać się z Blackbirdem, potem krótki rekonesans wśród stoisk z lotniczymi pamiątkami i już w zasadzie trzeba gdzieś zająć jakieś miejsce. Za chwilę zaczną się pokazy, więc jeszcze tylko kilka łyków Spitfire’a (to takie piwo) i „selfi” na „fejsa”, dzięki któremu dowiadujemy się, że nasi są też „za płotem”. Oczywiście cały czas pada.

Na południowym horyzoncie majaczą jakieś kropki. Po chwili kropki stają się 16 Tiger Mothami, które lecą w formacji tworzącej liczbę 100. To dla upamiętnienia setnej rocznicy powstania Royal Air Force (RAF). Po chwili na niebie pojawia się Eurofighter Typhoon w pokazie indywidualnym a po nim jakby specjalnie dla kontrastu, pochodzący z I wojny światowej Bristol F.2b Fighter. Z nieba cały czas kapie deszcz, ale chmury są wysoko i widzialność jest dobra, więc program jest realizowany bez zakłóceń. Kolejni uczestnicy to mieszanka typów z różnych okresów, razem ponad 70 samolotów. Przeważają samoloty bojowe, ale jest też trochę maszyn treningowych i transportowych.

Nie będziemy tu wymieniać wszystkich samolotów, niektóre możecie spróbować rozpoznać na zdjęciach. Wspomnieć jednak musimy o wspólnym przelocie Lacastera, Tornada i najnowszego samolotu RAF – F-35B Lightning II. Przelot ten symbolizował swego rodzaju zmianę pokoleń. Gdy podczas II wojny światowej powstawał słynny 617 dywizjon RAF, wyposażony był w Lancastery. W 2014 roku dywizjon pożegnał swoje Tornada i oficjalnie został rozwiązany, jednak gdy RAF otrzymał swoje pierwsze Lightningi II jednostkę utworzono ponownie. Pokazy w Duxford są też ostatnimi, na których oglądamy brytyjskie Tornada w powietrzu. Wkrótce samoloty te zostaną wycofane a ich rolę przejmą Typhoony i Lightningi.

Jak przystało na duże pokazy, nie mogło zabraknąć zespołu Red Arrows. Redsi jak zwykle są perfekcyjni, a pokaz kończą wymalowaniem na niebie liczby „100”.

Ale to nie Czerwone Strzały kończą dzień. Wrześniowe pokazy w Duxford słyną z jak to nazywają Anglicy „mass Spitfire flypast”, czyli grupowego przelotu Spitfire’ów różnych wersji. W tym roku jest ich aż 19. 18 „Spitów” tworzy formację 6 trójek, a 19 zabawia publiczność gdy pozostałe samoloty formują szyk. Oczywiście cały czas pada.

W niedzielę też pada i to już zdecydowanie. Część samolotów jeszcze poprzedniego wieczora wróciła na swoje lotniska. Ci co nie polecieli, pochowani są w hangarach. Na Flightline Walk stoi zaledwie kilka samolotów, więc dzisiaj też odpuszczamy sobie spacer w deszczu.

Na szczęście w Imperial War Museum jest co zwiedzać, więc nie mokniemy, tylko odwiedzamy po kolei budynki muzeum. Tymczasem organizatorzy cały czas zapewniają, że pogoda się poprawi i pokazy się odbędą. Trzymamy za słowo.

Gdy do rozpoczęcia pokazów pozostaje niecała godzina, przestaje padać. Na północno-zachodnim horyzoncie pojawia się nawet kawałek błękitnego nieba. Z każdą chwilą chmur ubywa i coraz odważniej świeci Słońce. Tak jak wczoraj, pokazy rozpoczynają „setką” Tiger Mothy. Program jest identyczny jak wczoraj, z tym że niektóre pokazy odbywają się w okrojonym składzie, a niektórych prezentacji nie ma w ogóle. Powodem jest nie tylko nieobecności uczestników, którzy wczoraj polecieli do domu, ale też silny wiatr, który pojawił się niestety wraz z błękitnym niebem i cumulusami. Dla niektórych samolotów wijący z boku wiatr może być niebezpieczny przy lądowaniu, więc właściciele wolą nie ryzykować.

Specjalnie jednak nie ubolewamy nad nieobecnością niektórych uczestników, bo pogoda zrobiła się w zasadzie idealna do fotografowania (no może poza tym wiatrem). Im bliżej wieczora tym Słońce świeci coraz bardziej z boku, jest dość zimno, więc termika nie psuje ujęć, a spiętrzone cumulusy tworzą miejscami ciekawe tło.

Ponownie „setką” kończą swoją prezentację Red Arrows, ale koniec pokazów należy znowu do Spitfire’ów. Dzisiaj jest ich „tylko” 13 (i 14 solista). Po pierwszym przelocie formacji wsiadamy do samochodu i wyjeżdżamy z muzeum żeby uniknąć korków w drodze do Luton. Przelatujące „Spity” odprowadzaną nas jeszcze przez kilka kilometrów. Lubimy takie pożegnania.

Lucjan „Acroluc” Fizia